sobota, 5 września 2015

Powrót do przeszłości

 


Wakacje za nami, rozpoczął się nowy rok szkolno-przedszkolny, więc i ja zabrałam się do nauki. Nie nie pokusiłam się na żadną podyplomówkę, nie zapisałam się do szkoły ani na kurs. To bardziej szalony pomysł, którego realizację rozpoczęłam na dobre od historii a może raczej histerii minionkowej. Powiem inaczej wracam do szycia.
     Przeprosiłam się z maszyną, którą ostatnio bardzo zaniedbałam. Porzucona na łaskę i niełaskę kurzu czekała cierpliwie. Można powiedzieć, że całkiem nowa, bo dopiero mam ją rok. Jednak jakaś niechęć mnie brała jak miałam coś uszyć, zaszyć, podszyć lub naszyć. A to wszystko przez mojego starego, wysłużonego łucznika. Miałam się z nim nie mało kłopotów. Pod koniec swojego żywota był strasznie kapryśny. Nitka mu nie pasowała, igły żarł na potęgę a ściegi... 10 cm i stop (wyobraźcie sobie szycie zasłony w tempie 10 cm ściegu-nawlekanie nici i tak w kółko). Mąż nie mogąc znieść narzekania na to żelastwo, zakupił nowiutkiego łucznika ze ściegami o których mogłam tylko pomarzyć przy tym starym.

     Nie mogłam jednak tak po prostu wyrzucić maszyny, na której uczyłam się szyć mając może 13 lat i z którą wiąże się tyle wspomnień. Pamiętam jak mama przerabiała na niej dziecięce ciuszki i szyła pościel, obrusy a nawet zabawki (kilka z nich służy jeszcze moim dzieciom). Wbrew pozorom używam jej, tyle że służy dzieciom do zabawy w szycie, kiedy ja szyję na nowej. Dzieci jest dwoje więc i maszyn zabawek musi być dwie. Poszperałam na strychu i znalazłam jedyną w swoim rodzaju dziecięcą maszynę (kiedyś szyła naprawdę!). Nasze wspólne szycie wygląda tak:


Sami widzicie, każdy ma swoje i nie ma kłótni czyja kolej teraz :)
     Wracając do moich planów, wszystko zaczęły nieszczęsne minionki a efekt opisałam tu. To co uczyłam się wiele lat temu postanowiłam wykorzystać nie tylko do szycia zabawek takich jak wielki wilk. Czapeczka, która sprawiła tyle radości dziecku zmotywowała mnie do kolejnych "uszytków" dla moich dzieci. Póki co przypominam sobie jak szyło sie spodnie. Trzy pary lekkich baggy już mam, ba nawet kieszenie są na miejscu o co najbardziej się martwiłam. Nie są jeszcze idealne ale syn zadowolony, już zamówił sobie niebieskie, a przepraszam mają mieć "niebowy" kolor



    Myślę, że to nie koniec przygody z tkaniną bo odkryłam poupychane wielokolorowe dzianiny podczas poszukiwań małej maszyny. Szkoda zmarnować taki pokaźny zapas materiału, coś trzeba z nim zrobić. Kiedyś pokażę Wam i inne moje wyczyny na maszynie, na razie polecam kilka stron o szyciu dla dzieci. Szczególnie tą ostatnią, bo właśnie ona przekonała mnie, że warto:
http://etiblog.com.pl
http://www.uszyjmimamo.pl/tag/szycie-dla-dzieci/
http://domowa.tv/kategoria/hobby/szycie/

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz