niedziela, 31 maja 2015

W co się bawić? Przepis na układankę


 

Co robicie z książeczkami swoich pociech, kiedy już wyczerpały się możliwości na ich reanimację? Mam nadzieję, że nie lądują w koszu, a przynajmniej nie tak od razu. Jest kilka sposobów na drugie życie takiej książeczki. Pokażę Wam nasz ulubiony, przy którym mogą pomagać dzieciaczki. Najczęściej robimy układanki lub jak kto woli puzzle. Z reguły książeczki szanujemy i dbamy o nie, natomiast Marcelka jeszcze nie do końca to załapała. Z czasem przyjmie pewnie do siebie wiadomość o czym mama do niej mówi i dlaczego złości się jak stara się rwać na piękne pasy kolorowe karteczki. Więc zaczynamy. Jak zrobić nową zabawkę ze starych książeczek?


   Przepis na prostą układankę brzmiałby mniej więcej tak:

Składniki:





 Książeczka lub to co z niej zostało
 Karton (kupuję w papierni arkusze o grubości 1,6mm)
 Nożyk lub nożyczki
 Klej (ja używam CR)
 Lakier akrylowy do drewna farby(nie są konieczne, ale o tym sami zdecydujecie)

Wykonanie:


Przycinamy kartoniki i ilustracje:

Kartonik smarujemy cienką warstwą kleju, po czym przyklejmy do niego wybraną ilustrację. 
Odkładamy do wyschnięcia i odpoczywamy sobie. Możemy w tym czasie pomalować spód farbkami.

Jak już tak odpocznie nasz obrazek i Wy jednocześnie możemy zacząć wycinanie. I tutaj możemy wykazać się w oczach dziecka umiejętnością posługiwania się nożykiem lub nożyczkami. Wycinamy dowolne kształty, lub w równą kratkę.




Tak wycięte obrazki będą stanowić odrębne komplety układanek. Pomalowane spody będą pozwalały na szybsze odnalezienie części z danego zestawu. A gwarantuję Wam, że na jednym to się nie skończy. Żeby wykończyć całość i zabezpieczyć obrazki przed ścieraniem się wzoru zawsze maluję elementy kilkoma warstwami lakieru. Wybieram lakiery, które nadają się do malowania dziecięcych łóżeczek.

Miłej zabawy podczas przygotowywania układanki, jak i samego układania.




środa, 20 maja 2015

W co się bawić? Czyli jak szybko wyczarować zabawkę.



Część z Was wie, część się domyśla, a reszta dowie się teraz. Jestem mamą razy dwa. Ktoś mógłby powiedzieć, że dwoje maluchów to jeszcze nic takiego. Być może tak jest, ale nie ważne ile ich by było zawsze każdy rodzic zostanie kiedyś wywołany do pytania w rodzaju "w co się bawić".
 Czy to małe czy to duże dzieciaczki potrzebują kierunkowskazu do zabawy, bo nie wystarczy powiedzieć "masz tyle zabawek wybierz coś", albo "Rób co chcesz". To ostatnie może z resztą przynieść nieoczekiwane skutki, dlatego, że wyobraźnia dzieci zdaje się nie mieć granic. Więc dlaczego by nie wykorzystać tego, żeby ta wyobraźnia rozwijała się w dobrym kierunku a tym samym maluch uczył się i bawił jednocześnie. Oczywiście, wybór zabawek jest ogromny i jak tu się połapać co jest dobre a co nie dla dziecka. Na pewno nie będę Was zanudzać przeglądem tych naj: lepszych/gorszych, droższych/tańszych, popularniejszych/zapomnianych. Nie, na pewno nie tutaj.
Dzisiaj pokażę Wam kilka naszych zabawek zrobionych na szybko zanim padło "nudzi mi się".

Ulica




Znacie wykładziny czy chodniczki do pokoju dziecięcego z torami, ulicą i różnymi scenkami. My mamy coś innego. Ulicę, którą możemy zabrać ze sobą do babci, do parku, na podwórze. Jest to kocyk polarowy z naszytymi konturami budynków (jest nawet jeziorko) i pasami jak to na prawdziwej ulicy bywa. Jak się tym bawić? Wystarczy kilka aut (nie ważne jakich, tych ulubionych) figurek ludzi, zwierzątek czy czego dziecięca dusza zapragnie. I zaczynamy.
-Możemy uczyć się przechodzić przez jezdnię,
- Rozpoznawać kierunki.
- liczyć (auta stojące w korku, na parkingu...)
-tworzyć zbiory przedmiotów ( ludzie w domkach, sklepach, auta na parkingu, kaczuszki i rybki w wodzie a owca w zagrodzie.
-lub po prostu jeździć autkami dla samej przyjemności jeżdżenia ;)

Teatr




Czy może być w domu? Może, jak najbardziej. Od cioci w wakacje dostały dzieci mini teatrzyk ze sztywnej tektury i kompletem pacynek na palec. Od tej pory fascynacja przedstawieniami nie słabnie u dzieci. Obecnie nasz teatrzyk to nic innego jak spory kawał materiału zaczepiony do futryny. Mamy kurtynę i do tego aktora, scenarzystę i reżysera w jednej osobie synia (czasami jest też orkiestrą). Kiedy przychodzi chęć na taką zabawę, zaczepiam naszą scenę i czekam na przedstawienie. Idą wówczas w ruch wspomniane pacynki, oraz pluszaki, które nie zbierają już kurzu.
Co daje taka zabawa?
- Na pewno rozwija mowę (a że nasz przedszkolak dość długo nie chciał się z nami komunikować werbalnie to jest to dla niego świetnym ćwiczeniem),
- Dziecko może przekazać nam swoje uczucia (z treści przedstawianej "bajeczki" łatwo można wyczytać strach, złość, radość, w lekki sposób rozładuje też emocje po całym dniu)
- Ćwiczenie pamięci ( powtarzanie motywów ze znanych bajek)
-Rozwijanie wyobraźni (modyfikowanie bajek i tworzenie zupełnie nowych i niesamowicie ciekawych historyjek)
Mamy też wycięte z kartonu i nabite na patyczki kontury różnych postaci. Wspólnie malowane i ozdabiane służą nam w tym teatrzyku oraz nieco innym:



Teatrzyku cieni


Pamiętacie rzucanie cieni na ścianę przez odpowiednie zginanie palców i to co z tego powstaje? Jako że trzylatek nie zawsze jest w stanie pokazać cieniem konkretny kształt to wspieramy się właśnie wyciętymi kartonikami. Stary rzutnik do slajdów zapewnia nam oświetlenie ściany. Reszta to już nasza wyobraźnia. możemy odgrywać przeczytaną bajkę lub wierszyk, lub wymyślać coś na poczekaniu.


Kartony


Może Was zaskoczę, ale kartony małe, duże szare i te całkiem pstrokate to chyba zaraz po klockach ulubiona zabawka dzieciaczków. Wymyślają z nich przeróżne rzeczy. od zjeżdżalni dla autek, przez domki, garaże aż po wszystko. Wszystko bo taki karton może być wszystkim. A jak już z takiego wyeksploatowanego kartonu nie będzie można wycisnąć więcej życia, bez żadnych sentymentów można go posłać do kosza (odpowiedniego --->selektywna zbiórka) by za jakiś czas znowu być kartonem do zadań specjalnych.


W przygotowaniu jest jeszcze kilka zabawek, które mają i bawić i uczyć. Szyje się właśnie książeczka przedszkolaka, dzięki której będzie mógł trenować min.umiejętności wiązania bucików, nakrywania do stołu czy tworzenia zbiorów,Jestem przeciwniczką interaktywnych zabijaczy czasu, znaczy zabawek mówiących, siusiających lal i takich podobnych. Uważam, że zabawka nie powinna robić wszystkiego za dziecko, nie nauczy go za wiele poza tym, że po wciśnięciu odpowiedniego przycisku nastąpi określona reakcja.